Wspomnienie dnia 25.6.2020: Wizyta w pogorzelisku gospodarki rabunkowej


Wspomnienie dnia 25.6.2020

1. Pojechałem do kolegi a raczej przyjaciela który polerował swoje BMW. Było już póżno, 11-ta w nocy, a on ścierał lakier różnymi gramaturami papieru ściernego, próując uzyskać jak najlepszy polysk. Te BMW to było jego obecne hobby i wchłaniało jego cały czas wolny. Trochę po nim jechałem- że jakby zliczyć czas jaki wywala na swój samochód, to szybciej zaszedłby piechotą. On za to opowiadał mi o autofilii i o seksie z samochodem, nieco żartując o popychaniu go w rurę wydechową. Była już noc, musiałem wracać autobusem nocnym, i o dziwo już na pierwszych, zupełnie odludnych przystankach wsiadło nawet nieco osób. 

2. Brejkdensowałem tego dnia od 18.30 do 22-giej, byłem na dwóch treningach. Spadała mi ta czapka brejkdensera, normalnie ma ona gumkę, ale to gdześ odpadło. Próbuję się kręcić bańkę, czyli obracac się na bani- czyli na głowie. Następnego dnia zwykle mam strupy i schodzi mi skóra, mam już też mało włosów na czubku głowy, boję się że czeka mnie kółko na czubku głowy niczym u graczy w capoeira. W tej sztuce gry głowa jest dodatkową kończyną- na niej się staje, nią się uderza. 

3. Oglądaliśmy debatę prezydencją z kanału "Zjedz Mielonego" w konserwatywnej sieci społecznościowej . Ktoś wziął debatę kandydatów z rządowego kanału telewizyjnego, powycinał z kontekstu fragmenty wypowiedzi i poskładał na nowo. W efekcie homofobiczny kandydat obiecywał coś zupełnie przeciwnego niż homofobia, wszyscy oni machali jakimis pisemkami erotycznymi jako dowodami i mówili o długości swoich "instrumentów". Parę razy parsknąłem śmiechem. 

4. Przyjechał do naszego miasta homokandydat na prezydenta. Był bardzo silnie bohaterem social media, przyszły lokalne "furasi" czyli futrzaki w strojach z mang (poprzebierane za wielkie pluszowe zwierzęta). Przyszło nieco seksmniejszości, ale dominowały wyraźnie osoby bardzo młode- młodzi nastoletni geje i młode lesbijki, które potem i tak wyjadą z Polski, bo ledwie 50 km dalej mają już więcej praw. Być może rację mają różni prawacy- że chodzi o hajs, o te podatki. Jak są w homozwiązku to po stronie niemieckiej zapłacą mniejsze podatki niż po polskiej jak się wspólnie rozliczą i tyle. I jeszcze mogą adoptować dzieci. 

W Polsce tak nie ma za bardzo, gejom dzieci do adopcji nikt nie daje. Nie wiem czy to ma sens. Moja sąsiadka na przykład jest bardziej męska niż wielu facetów. Mieć ją za matkę to jak mieć ojca. Z kumplami mówimy na nią "facetka". 

Autorzy polskich regulacji prawnych żyją chyba w zupełnie innym świecie. Są chyba przekonani że geje i lesbijki wykorzystają dzieci seksualnie, jeśli im się je da do wychowania. U nas w mieście znam z widzenia homorodziców, i w ogóle się nie kryli że wychowują dzieci jednego z nich jako para dwóch gejów, jeden z homorodziców nawet został szefem tej rady rodziców w szkole ich dzieci.  

Jak na razie, z mojego miasta jeden z młodszych gejów wyjechał, bo jak mi opowiadał, chce założyć rodzinę, poznać jakiegoś geja i adoptować dzieci. Jako że u nas w mieście sporo ludzi i tak pracuje po stronie niemieckiej, to tylko zmienił adres pod który wraca z pracy do domu, na adres w Niemczech. I tyle go widziałem. Nigdy po tej rozmowie już go nie ujrzałem.

Nie mi oceniać, kto ma rację w tym sporze. Role płciowe dzisiaj się nieco pomieszały, mój kolega zwrócił mi ostatnio uwagę że mijała nas parka w której mężczyzna miał bardziej obcisłe spodnie niż jego laska.  Na skateparku w niektóre dni najpopularniejszy kolor męskich ubrań to różowy. Gdy pytałem się jakiegoś z rodziców, o co z tym chodzi, on stwierdził że te dzieci są queer. Myślę że przesadza, ale z pewnością wiele się zmieniło. 

5. A tak, skatepark. Wpadłem na chwilę, i jakiś knypek pokazywał mi jak się robi tail whipa, jeden z trików. Opadła mi wara, bo mały typek był bardziej sprytny, bardziej kumaty i dużo bardziej ogarnięty ode mnie. Sam mi zaproponował że mnie nauczy. W ogóle miałem wrażenie że na owym skejtparku jest kimś takim jak szef wilczego stada- mały, niewielki, samiec alfa stojący gdzieś w cieniu, z tyłu, na końcu. 

6. Byliśmy w lesie odrzańskim Oderwald. Jest to mniej więcej to samo co Szpreewald, odległa o sto km dalej główna atrakcja turystyczna sąsiedniej Brandenburgii. Tylko że w Polsce po 1989 roku nastała gospodarka rabunkowa. Nie chodzi o to by ciągle i długofalowo zarabiać na puszczy z dochodów z turystyki, ale aby ją jednorazowo wyciąć i skasować za drewno, aby podreperować budżet państwa za czasów swojej kadencji. 

Wycięto tą starą puszczę znad Odry już niemal w 60 %, pozostały nieliczne fragmenty 300-letniego na oko starodrzewu. Przed wojną można tutaj było pływać na łodziach niczym po Szpreewaldzie, teraz w Oderwaldzie nikt już nie organizuje podróży łodziami. Ale mój brat miał jeszcze to szczęście, pływać łodzią po Oderwaldzie. Raz jakiś mieszkaniec z okolicy samemu spiętrzył kanały, i uruchomił wypożyczalnię sprzętu czy też sam woził ludzi, i mój brat się jeszcze załapał. Ja już nie.  

Szliśmy kolo wielkiego dębu, pod którym przed wojną była ławka. Rozmawialiśmy o zrujnowanych budynkach jakie tu odkryliśmy. Była tutaj restauracja oraz atrakcja tusrystyki- wielka altana zrobiona z kory. Leżąc na czymś co przed wojną prawdopodobnie było wg dokumentów- miejską plażą, rozmawialiśmy o sensie wyborów, o polityce. Mój kolega był zdania że politycy reagują tylko na argument siły, i mi też tak się wydaje. 

Twierdził on że jak jakiemuś kandydatowi za jego nienawistne ataki pod adresem jakichśtam grup nikomu nie szkodzących- obije się ryj, to taka osoba, taki kandydat dopiero wtedy zacznie myśleć, że zrobił coś złego. Ja mam wrażenie że politycy reagują ponadto jeszcze jedynie na pozwy sądowe. Wezwania przedsądowe już nie robią na nich zbytniego wrażenia. Dopiero jak już sprawa idzie pod sąd, to zaczynają myśleć, co zrobili źle. 

 Adam Fularz

Komentarze